Ptasznik- śmierć podczas wylinki
Witam was.
Wczoraj wieczorem jak zwykle nawadnianiem moje ptaszniki. Wtedy u mojej B.hamorii zauważyłem niedojedzonego karaczana którego podałem jej dzień wcześniej. Wyjąłem go. W nocy około godziny 2 obudziłem się wiec korzystając z okazji wstałem do regału z pająkami, włączyłem latarkę i obejrzałem sobie co tam stworki robią w nocy. Okazało się, ze braszka nie zjadła karaka bo zbliżała jej się wylinka. Pająk leżał już na plecach. Pod wpływem światła latarki lekko się poruszył. Wtedy jeszcze byłem mega zadowolony z wylinki. (Braszka to kupiona w lipcu samiczka, około 3DC). Rano około 7:30 natychmiast po przebudzeniu do niej zajrzałem i była w połowie wylinki. Wiec ją zostawiłem, nie stresowałem i pojechałem na giełdę w Poznaniu bo miałem ją na dziś od dawna zaplanowaną. Po powrocie zerkam do braszki a ona dalej w tej samej pozycji. Trochę spanikowalem ale mówię sobie, ze pewnie zaraz wyjdzie, to kwestia czasu. No i niestety ten stan rzeczy utrzymał się cały czas. Przed chwila stwierdziłem ze pora najwyższa zareagować i jeśli pająk by żył to może jakkolwiek bym mu pomógł. Wyjąłem ją delikatnie z terra i włożyłem do pojemnika z mokrym ręcznikiem papierowym. Pająk niestety nie reagował na żadne bodźce. Stwierdzam, ze nie żyje. Teraz mam pytanie do was... jak myślicie, co mogło być przyczyną śmierci pająka? Nie jest to mój pierwszy ptasznik, wiec bledy żółtodzioba raczej odpadają. Tym bardziej, ze braszki do delikatesów nie należą... Jestem zdruzgotany bo to była śliczna młoda samiczka.
Załączam zdjecie.
https://uploads.tapatalk-cdn.com/201...b015a8da5c.jpg