Witam wszystkich bardzo serdecznie!
Dzisiaj zaczynam swoja przygodę z opisywaniem zachowań moich pupilów, ktorymi są Lasiodora parahybana l7 (zakupiona w stadium l8, jak twierdził sprzedawca, który mial 1,8 dc. Z pomocą zoologa doszliśmy do wniosku że jest to marne l6. Obecnie 4 tydzień po wylince), zakupiona/y na początku września.
Moim drugim pupilem jest Acanthoscurria geniculata w stadium l11 o rozmiarze 6dc, zakupiona/y w zeszły piątek tj. 27.11.15.
O ptasznikach pojęcie miałem można powiedzieć książkowe, zero doświadczenia, jedyne co wiedziałem to że domownicy dostaną szału jak dowiedzą sie o nowym koledze. Gdy przyszedł pierwszy pajaczek stres był olbrzymi, czy oby na mnie nie wyskoczy? Jak mnie ugryzie to kaplica sobie myślałem. Na szczescie przygotowałem sie perfekcyjnie, terrarium dostosowane Niczym dla ptasznika goliata w stadium dorosłym. Gdy pojawił sie nowy domownik dostałem telefon od siostry typu "Michał, przyjechał kurier paczka leży przed drzwiami", dostałem dosłownie szału gdy to usłyszałem, niestety siostra zdążyła sie rozłączyć... Wyszedłem ze szkoły taka jak obstawiałem, grubo przed ukończeniem lekcji. Przechodząc do sedna wróciłem do domu i zabrałem się za unboxing, stres niesamowity, gdy ujrzałem ptasznika juz wiedziałem że to l8 nie jest. Minął strach pająk trafił do terrarium. Po 2 dniach przekonałem sie żeby wziąć na ręce, tak jak poprzednio drżenie rak niesamowite, strach olbrzymi, gdy zobaczyłem że nie taki diabeł straszny jak go malują zaczęła sie moja "przyjaźń" z Leszkiem, tak jakoś go nazwałem, i tak zostało. Zaczęło się codzienne podglądanie, podnoszenie skorupki kokosa żeby zobaczyć co sie dzieje, częstsze branie na dłoń przyzwyczaiło mnie do tego szkraba. Minął miesiąc od zakupu i nadszedł czas szeroko oczekiwanej wylinki, delikatne kukanie pod skorupe co sie dziejs było niesamowitym przeżyciem, wylinka trwala ponad 12h, przeszedł cało i zdrowo, gdy zobaczyłem go po wylince powiedziałem sobie w głowie "Leszek szkrabie ale urosłeś!". Moja radość była niezmiernia, że mój pupil tak urósł.
received_935884286460114.jpg
received_935884133126796.jpg
received_935884949793381.jpg
Minął kolejny miesiąc od wylinki i stwierdziłem że jeden pająk to za mało, dużo czasu spędziłem na studiowaniu gatunków odpowiednich dla młodego terrarysty, zakochałem sie w Poeciloteria metalica, niestety moje zasoby finansowe jak i moja odwaga nie był/były wystarczająco duża/e. Studiowałem liczne artykuły, aż w końcu trafiłem na Acanthoscurria geniculata. Nie czytałem zbytnio wiele na temat tego gatunku, wyglądało mi na to że będzie dokładnie taki sam jak parahybana, myliłem się. Odwiedzając zaprzyjaźniony sklep zoologiczny w celu zakupu karmówki natrafiłem na gienke, nie zastanawiałem się długo bo byłem po wypłacie, z mojej kieszeni znikło 80 zł ale za to miałem ją/jego. Z pośpiechem udałem się do domu, z biurka zniknęło doslownie wszystko a pojawiło soe nowe terrarium z nowym kolegą.Snapchat-7928392907707595156.jpg
Szał w jaki wpadła siostra po zobaczeniu geinki był dla mnie niczym masaż dla uszu. Po podniesieniu temperatury stwierdziłem ze musze kuknać do nowego domownika, ku mojemu zdziwieniu spotkałem się z atakiem na pinsete, gdy gienia dała sobie spokój z atakami i zeszła dosłownie na ziemie, otrzymała ode mnie prezent w formie swierszcza, ku mojemu zdziwieniu ofiara nie zdążyła sie odbić od ziemi, zmieniłem w jednej chwili zdanie o geniculata - (ch). W ciągu 2 dni przełamałem sie aby wziąść gienke na rękę, gdy już trafiła w moje objęcia wypuściła we mnie chmure włosków parzydełkowych przy czym czochrając się jak szalona.
IMG_20151128_163802.jpg
Snapchat-3655806591757512653.jpg
Włoski trafiły głównie na moje dłonie i większą częścią na moja twarz, pupil trafił w trybie natychmiastowym do terrarium, a ja z siłą spokoju trafiłem do łazienki gdzie zacząłem oblewac twarz i ręce zimną wodą pod prysznicem. Po dokładnym wytarciu twarzy i rąk zacząłem odczuwać pieczenie oczu (można porównać z gazem pieprzowym) siła spokoju minęła i nerwowo zacząłem szukać soli fizjologicznej, po znalezieniu caly proces plukania, zakrapiania i ratowania oczu, jednym słowem 1,5h z życia. Cały weekend bez atrakcji, gienia zaklimatyzowała się i dobrze się trzyma. Dzisiaj dostała 3 karaczany, ku mojemu zdziwieniu wyłapała wszystkie w błyskawicznym tempie i wszamała równie szybko.
To na tyle jak na ten moment, po zaobserwowaniu kolejnych zachowań, zacznę opisywać znowu.
Tak na koniec fotka z małym kumplem.
Snapchat-3469033584736984818.jpg
Ps. Prosiłbym o wyrozumiałość pisze na telefonie, rozumiem że mój tekst nie jest w pełni gramatyczny, wiec jeśli ktoś znajdzie jakieś błędy proszę o cichy sygnał
Zaloguj się
Rejestracja

1przydatnych postów
LinkBack URL
About LinkBacks

Odpowiedz z cytatem

Zakładki