Samiec. Dorosły samiec tego gatunku był towarem deficytowym w ówczesnym czasie. Ale udało się go zdobyć. W grudniu 2010 r. znalazłem na forum ofertę hodowcy o nicku spidermaniak, który miał dorosłego Marszalka (dorosłość nabył 20.12.2010). Kupiłem go 03.01.2011, a więc kilka dni przed 10 wylinką mojej samiczki – chyba przeczuwała, że czeka na nią młody kawaler …
2-Przygotowanie do dopuszczenia
Samica, od dłuższego czasu, mieszkała w szklanym
terrarium, w którym miała skorupę kokosa, jednak nie wykorzystała jej na norkę. Zrobiła ją pod kokosem.
Po wylince samicę podkarmiłem. Samiec również zjadł. Był napełniony, o czym zapewniał mnie poprzedni właściciel. Ustawiłem
terrarium z samcem obok
terra samicy. Samiec krążył po swoim jak nakręcony, na pewno wyczuwał samicę.
3-Dopuszczanie
Wymiary dopuszczanych osobników: samiczka miała ponad 5DC, może ok. 5,5DC – dokładnie nie mierzyłem, a samczyk 3,5DC.
Pierwsze dopuszczenie miało miejsce 30.01.2011 r. Terraria z samicą i samcem ustawiłem drzwiczkami do siebie. Po kilkunastu minutach samiec był już w
terra samicy. Ona stała przed swoją norką i jak ją tylko zobaczył zaczął drżeć, ale nie pękał, podchodził. Ona spokojniutka jak baranek. Po chwili samiec miał ją w uścisku. Niestety nie udało mi się zauważyć czy zrobił swoje. Zaraz po całej akcji samiec wrócił do swojego lokum i zaczął "ssać" bulbusy. Samica z kolei zaczęła się masować odnóżami po brzusznej stronie odwłoka.
Drugie dopuszczenie odbyło się 2 dni po pierwszym.
Terra dość długo stały otwarte i dopiero po kilku godzinach samiec wszedł do samicy. Ona siedziała w norce i jej nie widział ale od razu zaczął się trząść. Samica po chwili wygramoliła się i nie była już taka spokojna jak podczas pierwszego razu, skoczyła do niego ale on sprytny chłopak, zrobił unik i zaraz ją miał. Pierwsze podejście mu nie wyszło bo wyślizgnęła mu się z haków ale zrobił kolejne. I tym razem nie zauważyłem czy mu się udało ją dźgnąć, ale powtórzyły się objawy: samiec "ssał" bulbusy, samica masowała się po odwłoku.
4-Losy samca po kopulacji
Dzień po drugim dopuszczeniu samczyk się napełniał. Miałem zamiar dopuścić go jeszcze raz do samicy, ale wszelkie objawy przy wcześniejszych „randkach” sugerowały, że kopulacje przebiegły pomyślnie. Jak wcześniej wspomniałem, w tamtym czasie trudno było znaleźć na rynku dorosłego samca C.marshalli. Miałem kilka propozycji aby go sprzedać, jednak postanowiłem go zostawić dla drugiej samicy, która miała nieco dłuższe okresy międzywylinkowe. Samczyk czekał na siostrę :) Czekał, czekał i się doczekał – 09. i 11.06.2011 kopulował z drugą samicą. Niedługo później (23.06.2011) skończył swój żywot.
Jako, że nie miałem fotki z kopulacji z pierwszą samicą, pokażę jak dał sobie radę z drugą
5-Losy samicy (głównej bohaterki) po kopulacji
Przez pierwsze 3 miesiące od kopulacji samica zjadła zaledwie kilka karaczanów szarych – można je było policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli chodzi o warunki temperaturowe, hmmm i tu delikatnie mówiąc dałem ciała… Z racji tego, że mieszkam w bloku, nie dogrzewałem
terrarium w okresie grzewczym (przez pierwsze 3 miesiące po kopulacji w
terrarium panowała temperatura pokojowa 21-22°C, może delikatnie więcej, a przecież potrzeba ok. 26-28°C). Dopiero później dogrzewałem kablem, ale nie monitorowałem jej wartości. Mijały miesiące, odwłok samicy może delikatnie napuchł ale kokonu nie było. Na początku czerwca potrzebowałem
terrarium dla innego ptaszora, przełożyłem samicę do plastikowego pojemnika. Wtedy nawet poprawił jej się apetyt i dużo jadła (świerszcze,
karaczany szare, drewnojady). W tym pojemniku przebywała do początku października. Następnie przeniosłem ją znów do
terrarium, do którego ponownie włożyłem skorupę kokosa (tym razem posłużył do budowy gniazda).
Terra ustawiłem na kablu grzewczym, włączonym przez całą dobę.
24.12.2011 szykując się do wyjazdu do rodziny na święta, zauważyłem jak samica zaczęła pleść wewnątrz skorupy kokosa nietypową jak do tej pory konstrukcję… Pomyślałem „czyżby miała dla mnie prezent pod choinkę?” Po powrocie ze świąt moje przeczucie się sprawdziło – kokon był gotowy, wleciony w oprzęd wewnątrz kokosa. Ucieszyłem się, że po tak długim okresie od kopulacji – minęło prawie 11 miesięcy – w końcu jest to, o czym marzyłem. Samica siedziała zabarykadowana wewnątrz kokosa i pilnowała swojej „roboty”. W okolice kokosa włożyłem czujnik temperatury, taki na przewodzie, żeby mieć większą kontrolę nad temperaturą. Warunki jakie panowały: temperatura 26-27°C przez całą dobę, wilgotność – nie mierzona, ale na oko zupełna susza, 2 razy wlałem niecałe 100ml wody z dala od kokosa.
14.01.2012 zaglądam do
terra i co widzę? Kokon leży poza gniazdem, a samica siedzi w gnieździe. Tak to wyglądało
Myślę „oho! coś nie tak”. Wyjąłem kokon z
terra. Był spory. Ponadto z jednej strony jakby niedokładnie domknięty
Po otwarciu wyglądał tak
Jajka były posklejane, wyschnięte, a niektóre pokruszone. Przypuszczam, że stało się tak ze względu na zbyt wysoką temperaturę utrzymywaną non stop (brak spadków w nocy), która doprowadziła do skrajnej wilgotności.
No cóż trzeba się pogodzić z kolejną porażką.
Swoją drogą ciekawe jest zachowanie samicy, która widząc nieprawidłową postać jajek w kokonie, wyplata go i usuwa z gniazda.
6-Wnioski
Po pierwsze, bardzo ważne jest utrzymanie optymalnych warunków po kopulacji – w moim przypadku były one bardzo zmienne: na początku temperatura 21-22°C, później wyższa, potem znów pokojowa, na końcu optymalna (26-27°C), ale utrzymywana non stop. Taka huśtawka temperaturowa na pewno nie wpływa korzystnie na samicę.
Po drugie, samica powinna mieć zapewniony spokój przed złożeniem kokonu. Nie wskazane są przeprowadzki tak jak w moim przypadku. Dodatkowy stres z tym związany z pewnością nie wpływa dobrze na rozwijające się jajka.
Po trzecie, mimo że C.marshalli jest pająkiem pustynnym, należy delikatnie zwiększyć wilgotność po złożeniu kokonu aby nie doszło do sklejenia jajek.
Mam nadzieję, że miło będzie się czytało ten raport, a przede wszystkim dostarczy on cennych wskazówek czego się wystrzegać, a na co zwrócić szczególną uwagę podczas rozmnażania Ceratek.
Zakładki