Na wstepie chce zaznaczyc ze jest to jedynie moje wlasnie przypuszczenie i bardziej chcialbym zasiegnac waszej opini w tym konkretnym przypadku. Cale zamieszanie wywolala moja samiczka P. smithi. Troche o jej pochodzeniu. Na poczatku byla podopieczna T. Marklina, nastepnie trafila do A. Wojciechowskiego a dzieki niemu do mnie. Od Pana Artura dowiedzialem sie ze miala u niego kokon, jednak nieudany. Po wylince ktora przeszla u niego zagoscila w moim terrarium.
Posiadalem doroslego samca wiec po kilku dniach polaczylem pajaki ze soba. Kopulacje przebiegaly podrecznikowo, a pajaki nie przejawialy zadnej agresji wzgledem siebie. Skonczylo sie to tak, ze samica zlozyla kokon kiedy samiec nadal byl z nia w terrarium. Niestety kokon zostal zjedzony po okolo 25 dniach. Nie wiem czy wynikalo to z obecnosci samca czy byl poprostu zepsuty. Zawiedziony niepowodzeniem postanowilem nie rozdzielac parki. Po jakims czasie samica wyliniala a ja wszedlem w posiadanie kolejnego samca, tego samego ktory ugryzl Bobaza podczas pakowania do wysylki :) Samica po wylince spedzial troche czasu z 2 samcami, jednak starszy samiec ktorego posiadalem od L1 nie byl juz zainteresowany samica, pajaki jednak mieszkaly razem. W koncu samica zlozyla kolejny kokon a ja dmuchajac na zimne wyciagnolem samce ktore niedlugo pozniej padly. Tym razem kokon odebralem po 22 dniach. Samica za bardzo nim sie nie opiekowala, byl zawieszony w gniezdzie jak hamak. Kokon okazal sie sukcesem, po otwarciu naliczylem blisko 100 NI i kilkanascie jajek ktore niedlugo potem staly sie NI. Wszystko szlo dobrze, mlode wylinialy na NII. Kiedy juz zbieraly sie do wylinki na L1 byla jakas straszna burza a u mnie w domu kilka przepiec pradu. Niestety termostat dostal po dupie i nie odlaczal grzania przez jakis czas. Dzieki interwencji ojca caly inkubator sie nie stopil bo lampa ktora go ogrzewa spadla na niego. Nie zauwazyl jednak ze temperatura znacznie wzrosla. Kiedy wrocilem w inkubatorze bylo okolo 50 stopni. Wszystkie maluchy ktore byly na gorze inkubatora padly, przezylo tylko kilka ktore zeszly na dol i schowaly sie w mokrych recznikach. Odratowaqne sztuki poprzekladalem do osobnych pojemnikow 2 wylinialy a kilka bylo nadal NII. Kiedy wszystkie wylinialy na L1 zaden z malych nie chcial przyjmowac pokarmu. Byly jakby mniejsze niz normalne L1 u Poe. Niektore niestety padly. Te ktore dozyly po 20-30 dniach przeszly kolejna wylinke, nabraly troche ciala i owlosienia i dopiero zaczely przyjmowac pokarm. Stad moje przypuszczenie, ze poprzez trudne warunki mogly przejsc na kolejne stadium nimf.
Po jakims czasie samica niespodziewanie uraczyla mnie drugim kokonem. Bylem pewny wylinki a ta sprawila mi niespodzianke. Nie wiem dokladnie ile czasu samica z nim siedziala, ale wyliczylem ze zabralem go jej pomiedzy 22 a 26 dniem od zlozenia. Kokon dosyc pokazny jak na drugi, jednak sporo jajek zgnilo i zobaczylem piekna jagodzianke w srodku. W kokonie bylo okolo 45 NI ktore trafily do inkubatora. Obecnie sa ciemnymi NII a kilka juz L1. Te byly onkubowane caly czas w odpowiednich warunkach. Te L1 wygladaja bardziej jak L2 z poprzedniego kokonu.
Ta sytuacja dala mi do myslenia. Czy male z pierwszego kokonu byly poprostu slabsze przez spartanskie warunki podczas inkubacji. Czy tak krotka zmiana warunkow, trwalo to napewno mniej niz 12 godzin mogla sprawic ze cos sie pozmienialo w ich rozwoju. Byc moze ktos czytal juz o podobnym przypadku i moglby podzielic sie linkiem, sam nie mam czasu na przeszukiwanie internetu a cala sytuacja wydaje mi sie zagadkowa.
PS.
Mialy byc zdjecia ale cos jest nie tak z imageshack wiec postaram sie jutro je dolaczyc.
Zaloguj się
Rejestracja

LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem

Zakładki