Pajęczy dziennik A. Smith’a
www.lovetarantulas.com
Wpis: Styczeń 2013
Historia Aphonopelma seemanni
Jednym z najpopularniejszych artykułów z końca zeszłego roku był „In search of Costa Rican Tarantulas” Michael’a Jacobi, dokument, który gdybym był pisarzem ze skłonnościami filozoficznymi, powiedziałbym, że chwyta „zeitgeist” zbierania ptaszników. Innymi słowy, przez 60 minut zostaniecie pochłonięci przez surowe, przepocone fotografie, które pokażą wam jak to jest pracować w terenie, zbierając i fotografując ptaszniki w ich naturalnym środowisku.
W dokumencie Michael opisuje dużą liczbę znalezionych środkowoamerykańskich ptaszników, ale my zignorujemy większość i skupimy się tylko na jednym. Opowiemy historię okazu Aphonopelma seemanni od jego historycznego odkrycia w 1847 do zakonserwowania go w słoju z alkoholem w Muzeum Historii Naturalnej (South Kensington). Jeśli ktoś poszukuje takich historii, to nie ma lepszej od historii ptasznika, który muszę przyznać, od zawsze łaskotał moją wyobraźnię. Dodam jeszcze, że był jednym z pierwszych ptaszników (30 lat temu), jaki ukazał się zarówno w Brytyjskim hobby i mojej prywatnej kolekcji.
Historia Aphonopelma seemanni nie zaczyna się w Kostaryce, lecz Królewskich Ogrodach Botanicznych w Kew w Londynie. W lipcu 1846 roku sir William J. Hooker, dyrektor Królewskich Ogrodów Botanicznych, otrzymał pilną wiadomość z Admiralicji, że przyrodnik ze statku badawczego Królewskiej Marynarki HMS Herald zginął w wypadku i pilnie potrzebne jest zastępstwo.
Na szczęście dla tych zainteresowanych pająkami, młody niemiecki botanik, Berthold Carl Seemann (1827-1871) stukał obcasami wokół Kew czekając na przydział. Mówię na szczęście, gdyż ci młodzi przyrodnicy byli na pokładzie głównie po to by studiować florę i geologię krajów, które odwiedzali i ustalać czy minerały i roślinność danego regionu mają znaczenie ekonomiczne. Lecz część z nich była zainteresowana zbieraniem pająków.
Poprzednik Seemann’a, Thomas Edmonston, zebrał kilka okazów pająków, ale Berthold Seemann zebrał Aphonopelma seemanni jak i prawdopodobnie okaz Brachypelma emilia. Zwróćcie uwagę na moje wahanie, gdyż pochodzenie Brachypelma emilia nie jest do końca jasne. Wciąż badam ten temat, ponieważ nigdy nie byłem zadowolony z faktu, że przykładowy okaz Brachypelma emilia posiada etykietę znalezionego w Panamie. Innymi słowy wydaje się, że Berthold Seemann nie był pewien pochodzenia Brachypelma emilia, a nie jest to pająk, którego szybko się zapomina!
Tak więc, czy Edmonston pobrał okaz, zanim przypadkowo stracił życie w incydencie z bronią palną i czy Seemann znalazł okaz (prawdopodobnie bez etykiety), gdy wszedł na pokład Herald’a w styczniu 1847 roku?
Pamiętajcie – Imperium Brytyjskie było przede wszystkim dynamicznym blokiem handlowym i eksploatacja roślin (kauczuku, chininy, juta bawełniana, herbata, kawa, kakao) była uważana za mającą istotne znaczenie gospodarcze od najwcześniejszych dni Imperium. Robaki się nie liczyły. Zawsze fascynowało mnie jak pomimo posiadania z góry nałożonego rozkładu, który skupiał się na zbieraniu i katalogowaniu okazów botanicznych o wartości komercyjnej, wielu tych młodych przyrodników wracało do domu (wielu też zostawało w grobach na dalekich lądach) obładowanych taką ilością skrzyń oskórowanych ptaków i ssaków, słoi zakonserwowanych gadów, płazów, pajęczaków i palet suszonych owadów, że ówcześni naukowcy nie nadążali za nimi. Aphonopelma seemanni na przykład, pozostawał w słoju z alkoholem w Brytyjskim Muzeum i później Muzeum Historii Naturalnej przez prawie 50 lat zanim został opisany.
Tak na marginesie, nazwiska młodych przyrodników pokładowych – którzy wracali obładowani łupami biologicznymi oraz zbudowali swoją reputację publikując wartościowe i czytelne książki o swoich podróżach – czyta się jak przewodnik po wielkich Wiktoriańskich biologach tamtych czasów. Postaci takie jak Charles Darwin, Joseph Hooker, John MacGillivray, Thomas Huxley; wszyscy na początku swojej kariery byli przyrodnikami pokładowymi.
Berthold Seemann dotarł do Panamy we wrześniu 1846 roku, gdzie dowiedział się, że HMS Herald ponownie wyszedł w morze, więc spędził resztę roku tworząc zbiory na przesmyku i powróciwszy w końcu na pokład w styczniu 1847 roku, gdy statek wracał z Cieśniny Juan de Fuca.
Z Berthold’em Seemann’em bezpiecznym na pokładzie, statek mógł kontynuować swoje zadanie – badanie wybrzeży Ameryki Środkowej w celu aktualizacji map Admiralicji. Dlaczego? Ponieważ głównym powodem rysowania szczegółowych i dokładnych map badawczych był bliźniaczy cel, zarówno ułatwienie handlu jak i ukazanie siły państwa - w tym przypadku najpotężniejszej unii handlowo-gospodarczej, jaką widział świat – Imperium Brytyjskiego. Innymi słowy, jeśli trzeba iść na wojnę w danym regionie lub podjąć się szpiegostwa przemysłowego (na przykład nielegalne pozyskanie drzew kauczukowych) dobrze mieć mapy, by efektywnie wykonać brudny uczynek.
Nawet wybrzeża Ameryki Północnej były po cichu inwigilowane! Zatem, jak możecie sobie wyobrazić, jeśli komuś powierza się zadanie badania wybrzeży obcego państwa, dyskrecja jest generalnie dobrym pomysłem! Istnieje wiele żenujących przypadków gdzie radni, a nawet ambasadorzy Jej/Jego Królewskiej Mości musieli ratować młodych oficerów lub nawet przyrodników przed uwięzieniem.
Niestety Seemann nie pozostawił nam opisu znalezienia i fizycznego pozyskania przykładowego osobnika Aphonopelma seemanni, lecz możemy przypuszczać, że jeśli obszar zbiorów (Puerta Culebra) jest tuż nad zatoką Bahia Culebra, to prawdopodobnie właśnie tu zakotwiczył HMS Herald. Nawet dziś obszar ten jest spokojny, więc 160 lat temu zatoka była idealnym miejscem na odpoczynek i uzupełnienie zapasów z dala od ciekawskich oczu. Bezpieczna przystań oznaczała również opuszczenie jednego z żagli za burtę tworząc bezpieczne kąpielisko.
Podczas wielogodzinnego postoju, oficer wraz z grupką marynarzy nawiązali kontakt z pobliską wioską by zorganizować prowiant (opłacony złotem) i jeśli obszar został uznany za bezpieczny, Berthold Seemann otrzymał zgodę na przeczesanie okolicznych wzgórz w poszukiwaniu roślin, minerałów i wszystkiego, co wzbudziło jego ciekawość. Możemy, więc sobie wyobrazić jak – po dobrym śniadaniu – Seemann zszedł po sieci za burtę na małą łódkę, wypełnioną sieciami, koszami i grupką marynarzy, którym powierzono zadanie asystowania w jego wyczynach. Każdy z tych marynarzy był uzbrojony w muszkiet i pistolet, dodatkowo w grupie był strzelec wyborowy uzbrojony w muszkiet przystosowany do polowania na ptaki w celu pozyskiwania okazów ornitologicznych. Wygląd takich statków i ich załóg dobrze obrazuje film z Russell’em Crowe „Master & Commander” („Pan i władca: Na krańcu świata” 2003 – przyp. tłum.). Mimo, iż fabuła filmu toczy się 50 lat przed wyprawą Seemann’a, w tym okresie niewiele się zmieniło dla brytyjskiego żeglarza.
Nie mamy pojęcia, kto znalazł przykładowy okaz, czy był to Berthold Seemann czy może jeden z członków jego ekipy. Jeśli był to Seemann, to prawdopodobnie zauważył norę przy ścieżce prowadzącej z zatoki do wioski Puerto Culebra. Nory ptaszników na tutejszych nabrzeżach są łatwo zauważalne i jeśli popołudniowe niebo jest pochmurne, często można spotkać pająka poza norą. Pająk mógł być również wskazany przez dzieci z wioski, które nie dawały spokoju podróżnikom od momentu zejścia na brzeg.
Ja sam, jako zbieracz terenowy z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem z łatwością wyobrażam sobie Berthold’a Seemann’a na kolanach, tuż obok nory, obserwującego dziecko prezentujące sztukę „łaskotania” pająka źdźbłem trawy. Wiemy również z innych źródeł, że meksykańskie dzieci wydobywały ptaszniki poprzez szturchanie. Polegało to na umieszczeniu kulki z wosku lub gumy na końcu sznurka i spuszczeniu jej do nory, następnie poruszając kulką w górę i w dół. Gdy ptasznik zaatakował kulkę, można było delikatnie wyciągnąć go z nory. Dla tych, którzy powątpiewają w tą metodę, odkryliśmy, że można otrzymać podobny efekt przy pomocy długiej pęsety z końcówkami pokrytymi miękką gumą. Gdy pająk zaatakuje miękką końcówkę, zazwyczaj nie puszcza jej, można go wtedy wyciągnąć z nory i schwytać.
Sto sześćdziesiąt lat po tym jak Berthold Seemann zszedł z pokładu HMS Herald, Paul oraz Mark Carpenter, Michael Jacobi i ja jechaliśmy autostradą nr 6 w kierunku autostrady Pacific Highway, która przebiega na północ od zatoki Bahia Culebra. Po mniej więcej godzinie przerzucaliśmy nasz bagaż do hotelu Capazuri i po obiedzie ruszyliśmy w teren, gdzie po kilku minutach natknęliśmy się na sporą liczbę nor Aphonopelma seemanni – mimo, iż ironicznie środowisko, w którym znaleźliśmy najwięcej nor znajdowało się na terenach bujnej zieleni, które właściwie były ogrodami należącymi do pobliskich domów. Dobrze nawadniane tropikalne trawy, bogate w pasikoniki i inne owady zapewniały idealne środowisko dla wyjątkowo dobrze wykarmionych i pulchnych A. seemanni.
Czytałem tylko o pewnym entuzjaście, który posiadał swoją własną prywatną kolonię ptaszników, był to dr William Baerg z Arkansas, którego historie możecie przeczytać w jego klasycznej publikacji „The Tarantula” (można pobrać w formie pdf ze strony lovetarantulas.com). Miałem więc wielką radość znajdywania setek nor wzdłuż drogi w prywatnych ogrodach. Oczywiste jest, że ten pająk jest oportunistą i potrafi się adaptować. Zwykle ogląda się pionową norę zbudowaną od podstaw przez pająka na delikatnie pofałdowanym terenie. Ich środowisko obejmuje zagajniki w lasach, łąki czy nawet pastwiska, lecz ich ulubionym miejscem zamieszkania – jak u większości kopiących nory gatunków – są przydroża lub nasypy torowisk. Są one atrakcyjne dla pająków, ponieważ są pochyłe (co ułatwia spływanie deszczówki) i przez część dnia są wystawione na działanie promieni słonecznych (ptaszniki żyjące na podobnych terenach często można spotkać wygrzewające się na słońcu), ale tworzą również platformę dla owadów – wysoce prawdopodobnym jest, że wszelkie latające czy skaczące owady prędzej czy później wylądują w pobliżu nory.
Jeśli kiedykolwiek wybierzecie się do Kostaryki by fotografować ptaszniki – pamiętajcie, że zbieranie pająków jest nielegalne – Aphonopelma seemanni jest tam bardzo pospolity. Wzdłuż tej części wybrzeża Pacyfiku jest tak pospolity, że możemy założyć, iż jest gatunkiem dominującym w regionie. Znajdziecie również inne gatunki, ale na pewno bez problemu natkniecie się na Aphonopelma seemanni.
Żałuję tylko, że będąc w Kostaryce w 2006 roku nadal używałem SLR’a na 35 mm taśmę filmową. Przywiozłem 33 rolki filmu i oczywiście nie miałem pojęcia, co udało się sfotografować z powodzeniem, a co trzeba by było powtórzyć dopóki nie wróciłem do domu i było już za późno. Obrazy, które wykorzystałem z konieczności w tym dzienniku, na ostatnich wyprawach najprawdopodobniej bym usunął. W Surinamie w 2012 roku ustrzeliłem 4000 zdjęć, czasami 100 fotografii jednego pająka, co daje ogromną liczbę obrazów do wyboru. Nie dajcie sobie wmówić, że stare aparaty na film 35 mm były lepsze – dobry aparat cyfrowy taki jak Canon DSLR 30D jest bezcenny – no chyba, że jest to 60D.
Wróćmy do Berthold’a Seemann’a, który wrócił do Anglii w czerwcu 1851 roku i natychmiast zameldował się w Ogrodach w Kew ze swoją delikatną kolekcją zbiorów botanicznych. Wszystkie materiały zoologiczne zostały wysłane do wydziału Historii Naturalnej Brytyjskiego Muzeum w Bloomsbury. Nie było to Muzeum Historii Naturalnej w South Kensington, który zostało otwarte dopiero w kwietniu 1881 roku. Okaz pozostał tutaj, w słoju z alkoholem, nietknięty przez kolejne 46 lat. Był pewien człowiek, który mógł go opisać wcześniej, Gilbert White (który stworzył opis Brachypelma emilia w 1856 roku – pająka, którego pozyskano podczas tej samej wyprawy, przez Seemann’a lub Edmonston’a), lecz niestety doznał kompletnego załamania psychicznego i musiał zostać umieszczony w szpitalu psychiatrycznym.
Warto jednak było czekać, gdyż pająk został opisany w 1897 roku w jednej z największych publikacji historii naturalnej wszechczasów „Biologia Centrali Americana”, gdzie znalazł się nie tylko dokładny opis, lecz również okazała ilustracja. Autorem był Frederick Octavius Pickard-Cambridge, fascynująca postać, który opisał okaz, jako Eurypelma seemanni – nazwa ta została zmieniona przez Reginald’a Pocock’a w 1901 roku na Aphonopelma seemanni, gdy wyznaczył go, jako genotyp nowego rodzaju – Aphonopelma.
Dla tych, którzy wolą używać nazw zwyczajowych (starajcie się tego nie robić, nazwy naukowe są o wiele bardziej precyzyjne) – mimo, iż przypisuje mi się wymyślenie nazwy zwyczajowej „Zebra Spider” (po raz pierwszy użyłem jej w 1986 roku w moim „The Tarantula ID Guide”) prawdziwym autorem tej nazwy był handlarz entomologiczny z Halesowen, Ian Wallace. Był pierwszym, który sprowadził te pająki do Europy z Kostaryki i to na jego liście pająków po raz pierwszy zobaczyłem tą nazwę.
Jeśli ktokolwiek wie gdzie podziewa się Ian Wallace proszę SKONTAKTUJCIE SIĘ ZE MNĄ na andrewsmithbugs@yahoo.co.uk, gdyż bardzo chętnie ponownie nawiążę z nim kontakt.
Ian Wallace i Vincent Hull-Williams
Tłumaczył: Mateusz Krueger Pakuła
Article has been written with permission of Andrew Smith from Tarantula spiders online resource by andrew smith, visit lovetarantulas.com for tarantula spider information. We have a comprehensive archive on how to keep tarantulas, plus regular news journals, and tarantula spider downloads
All photos are copywrighted to Tarantula spiders online resource by andrew smith, visit lovetarantulas.com for tarantula spider information. We have a comprehensive archive on how to keep tarantulas, plus regular news journals, and tarantula spider downloads
Zaloguj się
Rejestracja

7przydatnych postów
LinkBack URL
About LinkBacks





















Odpowiedz z cytatem
Postaram się pomóc
Zakładki