Nie wiem, czy ta osoba funkcjonuje tu pod jakimś nickiem. Nie znalazłem takich informacji, ale gdyby tak było i ktoś miał ochotę robić z nim interes, to niech przeczyta moją opinię. Niestety wtopa - negatyw. Na facebook'u w komentarzach dodatkowo pochwalił się buractwem, w wolnej chwili dorzucę screen.
Niestety transakcje nie zawsze są udane, taka też była i moja. No, ale od początku. Potrzebny mi był m.in samiec A.geniculata. Wszędzie pusto, a jak już się pojawiła jakaś oferta, to mało interesująca finansowo. Nagle pojawił się duet kawalerów A.g i L.p w dosyć okazyjnej cenie. Jako iż drugi samiec zainteresował znajomą mi osobę, postanowiłem napisać do autora oferty. Nikt nie był w stanie nic powiedzieć o tym człowieku. Nie było opinii pozytywnych jak i negatywnych. Kiedyś już robiłem podobne interesy i nie wyszedłem na nich źle, więc postanowiłem zaryzykować i tym razem. Początkowo wszystko przebiegało bez zastrzeżeń. Kontakt nawet do zaakceptowania i nic nie zapowiadało problemów. W trakcie rozmowy wyszła informacja, że wcześniej wymieniony człowiek bierze odpowiedzialność za przesyłkę. Sam jej koszt był dosyć wysoki (20zł), no ale dwa duże pająki, zima, poczta trochę podwyższyła ceny...może i tyle to kosztuje, pomyślałem. Pieniądze przelane, wszystko dogadane, więc czekam na paczkę. Dzień po nadaniu przesyłka znalazła się u mnie. Wspaniale, pająki dotarły zaledwie po jednym dniu, więc na pewno nic im nie jest. W końcu wysyłka swoje kosztowała, więc pakowanie powinno być niemal pancerne.
No i tu się zaczęło. Szkoda, że akurat tym razem przez pośpiech zrezygnowałem z nagrywania filmiku. Otworzyłem paczkę i moim oczom ukazał się styropian. Był dosyć gruby, więc byłem wstępnie zadowolony. Jednak po zdjęciu górnej warstwy mina mi zrzedła. Styropianem obłożone były jedynie 2 krótsze boki, dno i góra kartonu. Z dwóch dłuższych boków była sama tektura i wiatr hulał. W takiej sytuacji nie wiem po co sprzedawca fatygował się z resztą styropianu - i tak nie spełniał swojej funkcji.
Środek był zajęty przez 2 pudełka z odzysku zaklejone zwykłą wąską taśmą. W pudełku po lodach było trochę papieru i prawie skamieniały samiec A.g, a w drugim, ze znacznie cieńszego plastiku, samiec L.p, który w przeciwieństwie do pierwszego był trochę sztywny tylko z przodu. Oba pojemniki były trochę ustabilizowane poprzez wypełniacz w postaci może kilkunastu pozwijanych stron gazet. Na tym koniec treści przesyłki, absolutnie zero folii aluminiowej czy jakiegokolwiek innego izolatora. Jeszcze tylko brakowało hektolitrów wody, żeby zrobić poradnij "Jak nie pakować pająków". Ale mniejsza z tym.
Samiec A.g bankowy trup. Samcowi L.p dałem jeszcze szansę. Po jakimś czasie zaczął dawać delikatne oznaki życia. Mianowicie zaczął minimalnie poruszać odnóżami. Jednak jest całkowicie niesamodzielny. Nie jest w stanie chodzić, ani nawet się czołgać. Stan ten utrzymuje się już 2 tygodnie (no prawie, 13 dni). Ot, takie pająkowe warzywko.
Poinformowałem poprzedniego właściciela o sytuacji. Przez cztery dni nie raczył zareagować. Codziennie opisywałem jaki jest obecny stan pająków. Wiadomości ode mnie były na bieżąco wyświetlane, jednak odpowiedzi brak. Dopiero czwartego dnia, po ostrzeżeniu "Odezwiesz się i spróbujemy dojść do porozumienia, czy muszę narobić szumu?", jegomość uraczył mnie lakonicznym "Lasiodora też padła". Na trafienie w znak zapytania już brakło chyba zdolności.
Odpisałem, że ledwo, ale jeszcze walczy. W/w człowiek odparł "Jak Lasiodora zdechnie to zwruce ci kasę ."
Ok, może być. Jednak chciałem zwrot części pieniędzy za samca A.g, który raczej cudownie nie odżyje.
"Jak l.p zdechnie zwracam całość"
No ok, czekamy zatem na rozwój wydarzeń w związku ze stanem samca L.parahybana.
Niestety przez 4 dni niewiele się zmieniło, a nawet zaczeło się trochę pogarszać, toteż napisałem o tym sprzedawcy. Znowu cisza. Po kolejnych 3 dobach oznajmiłem, że według mnie zasługuję na zwrot całej kwoty już teraz. Nie wiadomo ile wcześniej opisany stan L.p się będzie utrzymywał. Ani mi się ten pająk nie przyda, a i tylko dokłada roboty. Cisza...
Następnego dnia upomniałem się o odpowiedź, a w razie wątpliwości co do zaproponowanego rozwiązania poinformowałem, że zawsze można spytać publicznie, czy jest ono uczciwe. Niestety dalej cisza, a wszystko na bieżąco było wyświetlane przez wcześniej wymienionego człowieka.
W zaiązku z powyższym postanowiłem ostrzec (napisane ok. 10 rano).
"Jak do jutra nie dostanę żadnej odpowiedzi i nie będzie normalnego kontaktu, to będę zmuszony do opisania tego publicznie. Cierpliwość mi się kończy, nie mam zamiaru czekać po kilka dni na każdą reakcję."
Wyświetlone, cisza...
Poranek dnia następnego: "To jak?". Wyświetlone, cisza.
Godzina 17:14: "Naprawdę warto przez takie pieniądze zyskiwać negatywną opinię?". Wyświetlone, cisza.
Godzina 20:46: "Serio mam to opisać gdzie się da?". Wyświetlone, cisza.
Jak widzicie, chciałem to załatwić polubownie do końca, jednak byłem permanentnie ignorowany. Jeśli nie może odpisywać, ok, zrozumiałbym. Licząc, że trochę go to zmotywuje do odpowiedzi napisałem poraz ostatni.
Dziś, godzina 00:58
"Wedle życzenia, jutro jak wrócę do domu pojawi się kilka wpisów na różnych grupach i może forach terrarystycznych."
Nagle przypomniał sobie jak się stuka w klawisze. Rano dostałem odpowiedź. Jednak nie spodziewałem się czegoś takiego. Myślałem, że moje ostrzeżenia do samego końca zmotywują go do częstszego kontaktu i będzie chciał dojść do konsensusu.
Oto, co ujrzałem:
"A wyjechał ci ktoś kiedyś w ten klaczaty łeb nikt nie daje stu procentowej gwarancji w takie mrozy i nie wk****aj mnie pajacu wszystko wiedzacy"
Ręce mi opadły. Wyraźnie napisał na początku, że bierze odpowiedzialność, a teraz wyjeżdża z takim czymś. Już pomijam totalny brak kultury. Jakby miał problem z odpisywaniem na bieżąco, to mógł to napisać. Ale najwyraźniej takiego problemu nie ma, a jestem permanentnie celowo ignorowany. Odpisałem mu jeszcze, co o tym wszystkim sądzę, ale nadal przeszło to bez echa.
W związku z powyższym mam już tego wszystkiego dość. Moja cierpliwość też ma granice. Jak ostrzegałem, tak robię. Pozdrawiam Cię, Artur. https://www.facebook.com/artur.dominikowski.1
Podsumowując, szczerze z całego serca jak najbardziej NIE POLECAM.
To wszystko skwitował wypowiedzią: "Pisemnej gwarancji nie dałem ani inej stuprocentowej na to że pająki dojdą żywe .nara"
Oceńcie sami.
Zaloguj się
Rejestracja

LinkBack URL
About LinkBacks




Zakładki