Witam po długiej przerwie! Niegdyś bywałam na tym forum dosyć często (najpierw pod nickiem Evenstar, potem Yvaine), przez pewien okres współpracowałam nawet jako Partner, niestety szkołą zmusiła mnie do oderwania się od kompa. Teraz już po maturze mam czas dla siebie, a dla Was mam krótki wakacyjny artykuł =) choć mam nadzieję że w praktyce nikomu się nie przyda…
Okres wakacyjny to newralgiczny moment dla wielu hodowców ptaszników. Nie każdy ma kogoś kto zaopiekuje się pająkami podczas jego nieobecności. Pozostaje więc problem, czy narazić pająka na ewentualne przesuszenie czy przemoczenie? Nie będę tu opisywać metod irygacyjnych. Chciałabym odpowiedzieć na pytanie co zrobić kiedy wracamy z urlopu i widzimy naszych podopiecznych w nienajlepszej kondycji. Opcje są dwie:
Pająk zasuszony – na suchym podłożu znajdujemy pająka z podkulonymi nogami. Nawet jeśli się nie rusza OBOWIĄZKOWO należy mocno zwilżyć podłoże i spryskać wodą terra, a pająka położyć dodatkowo na mocno nawilżonym waciku. Często obserwuje się „zmartwychwstanie” zasuszonych pająków więc zawsze warto spróbować, ta metoda jest skuteczna tylko jeśli zareagujemy szybko, ale wracając do domu nie wiemy kiedy wilgotność spadła poniżej minimum więc szansa jest zawsze. Pająk podczas tej kąpieli powinien być obowiązkowo w zamkniętym pojemniku bo co nam po tym że pająk się ocknie skoro zaraz nawieje :P
Pająk "przemoczony" Jeśli pająk natomiast miał zbyt mokro może się zdarzyć że w pojemniku pojawi się pleśń, albo grzyb. O ile większość grzybów nie jest zwykle niebezpieczna to może się zdarzyć że zaatakuje on pająka.
Na początek jak się przed ustrzec. Jeśli wyjeżdżamy i chcemy zwiększyć wilgotność w terrarium lepiej wyciągnąć po prostu wszystkie ozdoby jakie mogłyby zacząć pleśnieć, a także resztki pokarmu. Torf czy włókno rzadko pleśnieją. Jeśli jednak coś nam spleśnieje grzybnia szybko rozprzestrzeni się także na torf czy nawet na pająka. Zapleśniałe ozdoby i torf należy szybko wyciągnąć. Te pierwsze można wygotować w solance i próbować użyć ponownie, w przypadku torfu nie ma to sensu. Terrarium najlepiej jest także dobrze wyczyścić, wyparzyć itp. Oczywiście jeśli pleśni jest mało nie ma co podejmować tak drastycznych środków i w praktyce można spokojnie wyciągnąć wszystko co zapleśniałe z dużym zapasem i obserwować – to zwykle rozwiązuje objawy. Zarodniki zostaną, ale przy podstawowym zachowaniu higieny w terrarium, grzybnia się nie rozwinie.
Co jeśli pleśń przeniesie się na pająka? Nie polecam gotowania w solance :P wypróbowaną przeze mnie metodą (niestety) jest Clotrimazolum (w kremie, 10mg/g) i spirytus. Na początek obniżamy wilgotność, a najlepiej przenosimy pająka do pojemnika kwarantannowego z ręcznikami papierowymi. Wacikami do uszu ostrożnie przemywamy miejsca zakażone najpierw spirytusem, tak by ściągnąć pleśń, potem nakładamy cieniutką warstwę kremu. Powtarzamy przez 2-4 dni. Ja dodatkowo raz dziennie traktowałam pająka jeszcze samym spirytusem. Pozostaje po tym szarawy ślad na smarowanej części ciała, który schodzi razem z wylinką. Należy pamiętać, że nie są to substancje obojętne dla zdrowia pająka i należy dostosować ilość oraz czas terapii nakładanej substancji do rozmiarów pająka i pleśni. Staramy się by było to minimum. Najważniejsze jest utrzymanie pająka przy życiu do wylinki, po zrzuceniu pancerza możemy już mówić o sukcesie. Z tego co wiem, stosuje się także rivanol, który jest być może bezpieczniejszy, ale osobiście nie próbowałam i nie wiem jakie są tego skutki w praktyce. Mysle ze jesli sytuacja nie jest drastyczna to faktycznie lepiej stosować łagodniejsze środki, ja jednak miałam doczynienia z pająkiem dosyć mocno zapleśniałym.
Problem pojawia się w przypadku pająków agresywnych i nieskorych do współpracy. Mój Luby opatentował na to sprytną metodę. Na pająka narzucamy z góry ciasne pudełko – takie akurat wielkości pająka, z dziurą na środku denka. Przez ta dziurkę pakujemy wacik i spokojnie smarujemy unieruchomionego pająka.
Chciałabym zaznaczyć iż nie mam medycznej, szczegółowej wiedzy na temat działania tych substancji, ale URATOWAŁAM dzięki temu 3 zwierzaki z sytuacji w której mówi się już o eutanazji. Żyją do dziś, są całe i zdrowe, nie ma śladu po tym co przeszły. Nie biorę jednak na siebie odpowiedzialności za czyjeś niepowodzenie przy stosowaniu tej metody. Eh trochę wyszłam z wprawy, mam nadzięję że następny artykuł będzie lepszy :P
Zaloguj się
Rejestracja

LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem





Zakładki