Długo się zastanawiałam nad tym, czy założyć dziennik czy nie. W zasadzie myślałam o tym od końca grudnia, kiedy to zakupiłam pierwszego pająka. Obecnie na moim biurku stoją cztery moczboxy (stąd w sumie pomysł na nazwę tematu) zamieszkane przez cztery różne gatunki.
Jest to też mój pierwszy post na forum, więc witam wszystkich :)
A i mam nadzieję, że mi wybaczycie - pierwszy post w dzienniku = trochę zdjęć, potem obiecuję się ograniczyć ;)
Brachypelma smithi L4
U mnie od: 20.12.2013 r. (zakupiona jako L3/L4)
Ostatnia wylinka: 1/2 marca 2014 r.
W zasadzie stwór kupiony pod wpływem impulsu. Jakoś tak przez przypadek pogadałam z moją znajomą, która z wielką pasją opowiadała mi o ptasznikach. Uwielbiam ludzi z pasją i nie zdziwiło mnie więc jak kilka dni później zaczęłam poważnie zastanawiać się nad wyborem pierwszego ptasznika. Nie chciałam Gieni, nie chciałam Chromki, nie chciałam Nhandu, nie chciałam Kędziora, uważałam je za pospolite i nudne (wtedy, nie teraz). Widząc zdjęcia B.smithi, zakochałam się. Tak się złożyło, że namówiłam też i moją koleżankę na ów gatunek. Zrobiłam dwa podejścia do mamy (tata lubi "dziwne" zwierzaki, więc nawet nie musiałam się pytać specjalnie), która okazała się być zakochana w ptasznikach (zabawne, znam ją ponad dwadzieścia lat, a wciąż mnie zaskakuje). No ale wracając ... zakupiłyśmy, naczekałyśmy się, otrzymałyśmy. Przygotowałam moczbox, dodałam torfu, zrobiłam prowizoryczną kryjówkę z przeciętego kieliszka od lekarstw.
A potem zachwycałam się i robiłam miliony zdjęć moją kochaną cyfrówką.
Tak stworzenie wyglądało 19.01.2014r.
Potem zaczęło "nagle" kopać i kopać, i kopać ... zamieniło się w małego kreta. Zdjęcie z 6.02.2014r.
Tak wyglądało na dwa dni przed wylinką - 28.02.2014r.
Tak wyglądało tuż po wylince - 2.03.2014r.
Tak wygląda dzisiaj - 3.03.2014r.
Grammostola pulchripes L4
U mnie od: 16.01.2014 r. (zakupiona jako L3/L4)
Ostatnia wylinka: 1 marca 2014 r.
Zakup był wynikiem zauroczenia tym rodzajem, które narodziło się, gdy zaczęłam nałogowo przeglądać dzienniki na forum. Zakochałam się zarówno w G.rosea red jak i w G.pulchripes, a już szczytem marzeń była piękna G.pulchra. Kupiłam jednak ten gatunek, sama nie wiem czemu, tak wyszło, ale jestem zadowolona. Już od pierwszych dwóch minut mogłam stwierdzić różnicę między nią, a moją Braszką. Braszka przesuwana na siłę łaskawie ruszy się o krok, Grammcia albo się kuli, albo sobie po prostu idzie. Podczas "ataku" na mikro mącznika też miałam co obserwować. Braszka atakowała "odleżaną" (w moim słowniku - taka, która czeka na nią już z pół dnia) larwę ze zgniecioną główką, a Grammostola była w stanie zaatakować jeszcze na wpół ruszającego się mącznika (oczywiście wybierałam takie maluchy, które były albo ich DC, albo mniejsze). Różnice widziałam nawet w sposobie kopania, chociaż nie wiem, czy to nie jest jakaś cecha osobnicza. Chociaż ... porównując moją Grammcie z G.rosea red koleżanki, efekt kopania wyglądał podobnie, wręcz identycznie. Więc, może coś w tym jest (gdybanie początkującego, wybaczcie ;) ). Dodatkowo okazała się wyjątkowo ruchliwa przez pierwsze trzy dni, i jak Brachypelma praktycznie zwykle ma odkręconą nakrętkę moczboxa, gdy jestem obok, tak Grammostola była zakręcana, do czasu oczywiście.
A zdjęć też ma od groma...
Tak wygląda 19.01.2014r.
To jest efekt kopania, zdjęcie wykonane 8.02.2014r.
Tak wyglądała dzień przed wylinką (którą mnie kompletnie zaskoczyła, po przygotowaniach Braszki, sądziłam, że jeszcze tydzień będę sobie czekała) - 28.02.2014r.
Tak wyglądała tuż po wylince - 1.03.2014r.
A tak wygląda dziś - 3.03.2014r.
Acanthoscurria geniculata L1
U mnie od: 20.02.2014r.
Z początku nie byłam w jakikolwiek sposób przekonana do tego gatunku. Uważałam go za zbyt pospolity, nieciekawy, a nawet brzydki, do czasu... Odwiedziłam koleżankę, zaglądam do terrarium, a tam wspaniała, przepiękna i taka duża samica Gieni. Niezbyt ruchliwa, bo była przed wylinką. Nieco wyczesana, ale jednocześnie tak piękna. Zakochałam się (w Kędziorach ostatecznie też, bo zobaczyłam dorosłego samca i samicę) i postanowiłam ją kupić. W sumie jak na szpilkach czekałam na chwilę, gdy kasa wpłynie na moje konto, bym mogła takiego malucha zamówić. Początkowo zastanawiałam się nad stadium, ale uznałam, że chciałabym zobaczyć to mistyczne L1, nie mówiąc, że byłaby to ogromna satysfakcja, gdybym mogła za kilka lat oglądać takie L16 (zakładając, że trafię na samicę). Przesyłka zawierała jeszcze jednego malucha.
A właśnie, co do maluchów. Spojrzałam w ependorfkę kilkukrotnie, szukając pająka, po kilku minutach się okazało, że mała lwica atakuje kłami wieczko probówki. Pobiła też rekord wielkości, całe 0,5 DC. Moja mama pękała ze śmiechu, ja niekoniecznie, zastanawiając się, czy dziurki wentylacyjne nie będą za duże, czy nie zginie mi w moczboxie i czy nie pomylę jej z ziarnkiem piasku. Póki co ma się dobrze, kombinuje z kopaniem (a niech kopie). Co by tu o niej jeszcze ... mała, a gniewna (chyba ma to po mnie), taki mikrus, a widząc ruch się stawia - już ją uwielbiam.
TAAAAKIII POTWÓR - zdjęcie dzisiejsze, 3.03.2014r.
Psalmopoeus pulcher L1
U mnie od: 20.02.2014r.
Nie chciałam kupić tylko i wyłącznie Gieni (no bo jak to przesyłka droższa od pająka ;p). Początkowo miałam zamiar zakupić Holothele incei, potem stwierdziłam, że podoba mi się też Psalmopoeus irminia. Gryzłam się sama ze sobą, rozejrzałam się w ofertach i oto wpadłam na taką panamską blondynkę. Patrzę na zdjęcia, patrzę. Oglądam filmiki, oglądam. Czytam, czytam... Zakochuje się. No bo jak to blondynka, nie może mieć blondynki? A więc zakupiłam. Przyszła razem z Gienią i znowu byłam w szoku. Tym razem także miałam do czynienia z rekordem wielkości, ale w tą drugą stronę - 1,2 DC? L1? To w ogóle możliwe?
Dopieściłam moczbox i zaczęłam ją wystukiwać z ependorfki. Zadanie było o tyle utrudnione, że była "tyłem" do otwarcia. Gdy w końcu jej tylne odnóża dotknęły patyczków do uszu, wystrzeliła z probóweczki. Poleciała na torf, a następnie na ścianę pojemnika, ledwo zdążyłam przykrywając moczbox nakrętką. W nie zdziwiłam się zbytnio jej szybkością, oglądałam filmiki, poczytałam i byłam jako tako przygotowana na maleństwo. Odczekałam dwadzieścia minut w celu wykonania zdjęć. Spodobała mi się nie tylko jeśli chodziło o kolory, wygląd, ale też i o szybkość.
Po dwudziestu minutach odkręcam nakrętkę, kładę obok, szykuję aparat, a tu sru ... Mały gepard wyleciał z klatki, przegalopował mi po laptopie, poleciał na biurko, a ja już czekałam tam z nakrętką. Złapałam uciekiniera, uniosłam brew i zakończyłam zdarzenie cichym westchnięciem, z myślą - pojemnik do trwałego zaplombowania.
W zasadzie ciągle jest ruchliwa. Dzień w dzień poprawia swoje gniazdo (które zaczęło powstawać na trzy godziny po wylądowaniu w pojemniku), lata jak głupia po moczboxie, aczkolwiek już się uspokoiła i wcale jej się nie dziwię - w końcu gniazdo to jej azyl, a nie pusty pojemnik, którego nie zna. Jestem w stanie nawet zrobić jej kilka zdjęć ;)
Żelek w pełnej żelkowej krasie - 20.02.2014r.
Zza pajęczyny - 3.03.2014r.
![]()
Zaloguj się
Rejestracja

LinkBack URL
About LinkBacks













Odpowiedz z cytatem



Zakładki